„W arsenale partyzantów i rebeliantów skromny telefon komórkowy odgrywa równie ważną rolę jak kałasznikow, czy materiały wybuchowe. Służy jako poręczny detonator. W Iraku 43 procent z 4,236 dotychczasowych ofiar zamachów po stronie koalicji, zginęło na skutek użycia „improwizowanych urządzeń wybuchowych”, odpalanych przy pomocy dzwonków w telefonach komórkowych lub podobnych urządzeń” – podaje ft.com.
Doskonałym przykładem, jak niebezpiecznym narzędziem w rękach terrorystów może być telefon komórkowych są pierwsze sceny z filmu „The Hurt Locker”. Film ten opowiada o służbie w amerykańskim oddziale wojskowym, którego członkowie mają najbardziej niebezpieczną pracę na świecie: zajmują się rozbrajaniem bomb na polu walki w Iraku.
Zdalna detonacja w praktyce wygląda tak:
Z kolei w zamachach bombowych w Madrycie, „jak wykazało śledztwo, ofiar mogło być dużo więcej, gdyż terroryści przygotowali jeszcze trzy dodatkowe bomby, które miały wybuchnąć później i zabić ekipy ratunkowe, ale saperzy w porę je znaleźli i rozbroili. Chciano również wysadzić dach jednego z dworców, co by spowodowało śmierć kolejnych setek ludzi.” Na ironię, być może to właśnie przeciążenie, a w efekcie zablokowanie sieci komórkowych w stolicy Hiszpanii uniemożliwiło odpalenie pozostałych 3 ładunków. Przypominamy, że 10 bomb pozostawionych w madryckiej kolejce miejskiej zostało odpalonych zdalnie poprzez sieć komórkową. Takim przypadkom nikt nie jest w stanie zapobiec. Ważne jest to co działo się później. W efekcie zamachów, łączność komercyjna została całkowicie zablokowana.
Ten przykład pokazuje, jak ważnym elementem bezpieczeństwa jest niezależny system łączności dla służb, oparty na wydzielonej, niekomercyjnej infrastrukturze, który mamy nadzieję powstanie wkrótce w Polsce w ramach projektu OCSŁR.
źródło: ft.com, wyborcza.pl




